Ona poszła do babci. Rozpakowała 1/3 walizki, skoro i tak będzie mieszkać w Londynie. Swoją drogą sama nie wiedziała dlaczego się zgodziła. Ten chłopak miał w sobie coś, co nie pozwalało jej odmówić. Po raz kolejny miała mętlik w głowie. Zeszła na dół na kolację.
- Hej babciu.
- Cześć słoneczko. Co chcesz zjeść? Parówkę? Schabowy? Czy może mielo...
- Babciu zapomniałaś że jestem weganką? Nie jem mięsa ani innych produktów pochodzenia zwierzęcego.
- No tak. Pamiętam twoją ostatnią wizytę. To idź do lodówki i zrób sobie coś co możesz zjeść. - podeszła do lodówki i zrobiła sobie chleb z dżemem. W chwili gdy wchodziła po schodach do jej pokoju, zawibrował telefon obwieszczając nadejście sms-a. Weszła do pokoju, położyła tacę na szafce nocnej i odczytała sms-a.
"Podaj adres Twojej babci, przyjdę do Ciebie." Sms od Niall'a. Odpisała.
"Spotkajmy się przy tym starym sklepie na Fiołkowej. Pasuje? Potem zaprowadzę Cię do mojej babci."
"Niech Ci będzie, mała uparciucho ;-). Za 30 minut widzę Cię pod sklepem"
"Jasne wredny zgredzie. Nie spóźnij się"
"Ejjj! To był cios poniżej pasa"
"Takie życie amatorze. Żyjesz na tym świecie tyle co ja."
"Taaak? Kiedy się urodziłaś?"
"29.11.1993. A Ty?"
"13.09.1993. Ha jestem starszy!"
"I co? Dobra kończmy tą potyczkę bo jestem pod sklepem."
"Coooo? Już?"
"No. A Tyś gdzie się podział?"
"Dopiero idę. Nie obrazisz się jak poczekasz chwilę?"
"Oby to była chwila bo inaczej nie żyjesz."
"Masz pistolet?"
"Tak"
- Oddaj go. - usłyszała za sobą. Odwróciła się i zobaczyła tam Niall'a.
- Oh weź, przecież żartowałam. Możesz mnie sprawdzić.
- Nie muszę. Wierzę ci. To co, idziemy do twojej babci?
- Jasne.
niedziela, 29 czerwca 2014
Rozdział 1
poniedziałek, 9 czerwca 2014
Prolog
Siedząc w swoim pokoju rozmyślała. Nie miała pojęcia co zrobić. Ojciec zamordowany, matka w szpitalu, a rodzeństwa brak. Do tego przyłapała swojego chłopaka na zdradzie. I to wszystko w jednym dniu. Próbowała odgonić od siebie natłok myśli, ale nie potrafiła. Brak osoby której mogłaby to wszystko opowiedzieć postawił ją w jeszcze gorszej sytuacji. Leżała na łóżku i wpatrywała się tępo w sufit. Wtedy zadzwonił telefon. Matka nie żyje. Te 3 słowa sprawiły, że jej świat jeszcze bardziej się zawalił. Nie wiedziała dlaczego. Zawsze była grzeczna. Nigdy nie pyskowała. Była oszczędna i miła. Zawsze pomocna i uśmiechnięta. Mocno wierząca. To wszystko ją przytłaczało. Jednak nie myślała o samobójstwie. Nie byłaby do tego zdolna. Wiedziała że gdzieś tam ojciec i matka chcą, żeby cieszyła się życiem. Mimo że nie ma ich obok niej. Była w kropce. Dosłownie. Postanowiła że nie będzie się zamartwiać i pójdzie do przodu. Jeszcze świat będzie jej. Spakowała się i wykonała jeden krótki telefon.
- Babciu, przyjeżdżam.
Wzięła wszystke pieniądze jakie były w domu, karty kredytowe i tak dalej. Schowała elektroniczne urządzenia do jednej z walizek (laptop, tablet, iPod, iPad, i tym podobne). iPhone'a schowała do kieszeni. Ostatni raz spojrzała na dom w którym spędziła 21 lat swojego życia. Zamknęła drzwi na klucz i poszła na lotnisko.
- Poproszę bilet do Mullingar - powiedziała do kasjerki.
- Yhm. - odpowiedziała i podała jej bilet. Zapłaciła i poszła na odprawę. Nie musiała długo czekać. Przeszła gładko i weszła na pokład samolotu. Ona go nie widziała, ale on doskonale widział ją. Był to Niall Horan, jedna z najpopulaniejszych postaci współczesnego świata. Spodobała mu się. Nie wiedział, czemu leci do jego rodzinnego miasta. Postanowił się do niej przysiąść. Spytał czy wolne. Ona ze słuchawkam w uszach tylko skinęła głową. Dosiadł się i położył plecak podręczny pod nogami. Cały czas się w nią wpatrywał. Nie rozumiał co go tak do niej pociąga. W końcu zapytał.
- Czemu lecisz do Mullingar?
- Co? Mógłbyś powtórzyć? - powiedziała wyjmując jedną ze słuchawek z ucha.
- Czemu lecisz do Mullingar? - powtórzył chłopak.
- Przeprowadzam się do babci. W Nowym Jorku nie ma dla mnie miejsca. - nie chciała zdradzać mu za dużo ze swojego życia. Mimo to zaintrygował ją. Miał w sobie coś, co nie pozwalało jej go ignorować.
- Czemu tak uważasz? - w jego głosie słychać było nutę troski. Westchnęła pod nosem rozmyślając, czy ma mu zaufać. Zadecydowała, że tak.
- Zmarli mi rodzice, nie mam rodzeństwa i widziałam jak mój chłopak pieprzy się z inną. Poza tym muszę trochę odpocząć od tego zamieszania. Może potem przeprowadzę się do Londynu. Ale to potem.
- Czemu chcesz przeprowadzić się do Londynu?
- Ehhh cczy ty zawsze zadajesz tyle pytań? Chcę znaleźć tam jakąś porządną pracę.
- Kim jesteś z zawodu?
- Aktorką filmową. A co?
- Nie, nic. Myślę.
- O czym?
- O tym co mogę dla ciebie zrobić.
- Dla mnie? Weź przestań. Przecież....
- Uwaga. Proszę zapiąć pasy. Za chwilę startujemy. - przerwał im głos z głośników. Posłusznie zrobili co trzeba po czym wrócili do rozmowy.
- No to na czym ja skończyłam? Ah tak. Przecież nie możesz nic zrobić.
- Właśnie że mogę. Słuchaj, mieszkam w Londynie z przyjaciółmi. Teraz, póki będę w Mullingar, pomieszkasz u swojej babci, a potem wprowadzisz się do nas do Londynu, co ty na to?
- Ale... ja nawet cię.. was nie znam. To jakbym wprowadziła się do obcych ludzi. A opłaty? Nie, ja nawet nie wiem czy znajdę tam pracę.
- O nic się nie martw. Z chłopakami wszystko załatwimy.
- No nie wiem... - nadak wydawała się niezdecydowana. - Nawet nie wiem jak masz na imię.
- Niall. A ty?
- Tessa. Dobra niech ci będzie. Wprowadzę się do was. - nie mogła znieść kiedy chłopak patrzył na nią oczkami kota ze Shrek'a.
- Jejku, dziękuję, dziękuję, dziękuję!!! - powiedział ściskając ją mocno. Sam nie wiedział dlaczego.
- A co z twoimi kolegami?
- UPS... zaraz do nich zadzwonię*. - wybrał numer do Liama i po chwili rozmawiał.
- Hej Daddy, słuchaj jest taka sprawa...
- No słucham. Co znowu zbroiłes?
- Ja? Wypraszam sobie. Mam pytanie.
- No...
- Bo w samolocie poznałem taką jedną dziewczynę, jest bardzo fajna. I ma jakąś trudną sytuację, nie wiem dokładnie o co chodzi, ale postaram się dowiedzieć. No i ona chciałaby polecieć do Londynu i czy... nie mogłaby zamieszkać z nami? - spytał z nadzieją.
- No.. skoro mówisz że ona jest spoko...
- Nawet bardzo.
- No to ok.
- Jejku, dziękuję - wysłał buziaka w powietrzu - aha i.. czy przez ten czas jak mnie... jak nas nie będzie nie mógłbyś poszukać jakiegoś fajnego reżysera który robi nowy film? Bo ona jest aktorką i..
- Dobra, dobra kapię. Jak coś znajde to dam ci znać. Tylko Niall...
- Tak?
- Ty wiesz że całego świata nie zbawisz nie?
- Noo wiem
- To dobrze ;-)
- Ok pa pa
- Pa - powiedział kończąc rozmowę.
- I co? - spytała
- Zgodził się.
- Uffffff. Kamień spadł mi z serca. - powiedziała. - Wiesz co? Chyba pójdę spać. Mogę położyć ci głowę na ramieniu?
- Jasne. - i tak zasneli wtuleni w siebie.
#jakiś czas później#
- Proszę państwa, proszę się obudzić. Samolot już wylądował - powiedziała stewardessa lekko potrącajac Tessą i Niallem.
- Co? Ah tak już idziemy - powiedział lekko zaspany chłopak. Obudził dziewczynę i razem wyszli z samolotu aby zaczerpnąć świeżego irlandzkiego powietrza.
- To ty idź do babci a ją idę do rodziców.
- Ok.
- Ale najpierw może podasz mi swój numer? Wiesz, żebyśmy mogli się skontaktować w razie czego.
- Nie ma sprawy - podyktowała mu swój numer, a on jej swój, po czym się rozeszli. Oboje z głowami pełnymi myśli.
Ona poszła do babci. Rozpakowała 1/3 walizki, skoro i tak będzie mieszkać w Londynie. Swoją drogą sama nie wiedziała dlaczego się zgodziła. Ten chłopak miał w sobie coś, co nie pozwalało jej odmówić. Po raz kolejny miała mętlik w głowie.
niedziela, 8 czerwca 2014
Parę słów na początek
Hej! Będzie to blog z fanfiction o Niallu Horanie. Mam nadzieję, że spodoba się, jeżeli ktokolwiek bedzie to czytał. Prolog powinien pojawić się jeszcze dzisiaj, ale niczego nie obiecuję!!